Wiadomosci.Goniec.pl > Polska > Organizacja LGBT+ uderza w PSL. "Ignorancja, a w najgorszym wypadku podłość"
Paulina Filipiec
Paulina Filipiec 17.05.2024 12:59

Organizacja LGBT+ uderza w PSL. "Ignorancja, a w najgorszym wypadku podłość"

Władysław Kosiniak-Kamysz, fot. East News, Piotr Molecki
East News

W ramach naszej akcji do każdego posła i każdej posłanki PSL-u ludzie wysłali ponad 1100 maili z prośbą o spotkanie z parami tej samej płci, które wychowują w Polsce dzieci. Nikt nie odpowiedział. Pomimo ogromnej pracy lewicowej ministry Kotuli, to Kosiniak-Kamysz zdecyduje o naszym życiu. Rozumiem, że wszystko co ma nam do zaoferowania, to wyjazd z Polski – mówi Gońcowi przedstawiciel Stowarzyszenia Miłość Nie Wyklucza Hubert Sobecki, w reakcji na reportaż Gońca.
 

To jest tata, a to papá

W Gońcu w reportażu “Co jest po drugiej stronie tęczy” opisaliśmy historie Polaków LGBT+, którzy zdecydowali się na wyprowadzkę z kraju, by móc założyć rodziny w Hiszpanii. - Zdałem sobie sprawę, że chcę mieć dziecko i nie mogę mieć dziecka – mówi Michał, jeden z bohaterów reportażu – Jako osoba LGBT+ w Polsce nałożyłem na siebie ograniczenia. Jeśli cały czas powtarzają ci, że jesteś człowiekiem drugiej kategorii, zaczynasz w to wierzyć.

O smutnej codzienności sprzed przeprowadzki Joanna, jedna z bohaterek tekstu, mówi tak:

- Na wczesnych etapach naszego związku żyłam wizjami, że Barbara wyląduje w szpitalu i nie będę mogła dowiedzieć się, czy żyje. W głowie wyświetlały mi się sceny z filmu Samotny mężczyzna, w którym główny bohater dowiedział się, że jego partner zginął w wypadku dopiero trzy dni po pogrzebie.

Choć kobiety w Barcelonie czują się dobrze, decyzja o wyjeździe, przynajmniej dla Barbary, stała się oznaką porażki. - To wręcz egoistyczne po prostu gdzieś uciec. Nie każdy jest w takiej sytuacji jak my, że ma dość pieniędzy, zna język i ma kompetencje, żeby znaleźć pracę za granicą. Moim zdaniem to osoby LGBT+, które zostały w Polsce i zakładają tam rodziny, są bohaterami. My się poddałyśmy – przyznaje.

W obliczu braku akceptacji i zrozumienia ze strony polskich polityków, wielu z nich decyduje się na symboliczne protesty. - Jestem programistą – mówi Michał. - Mógłbym nadal pracować zdalnie i płacić podatki w Polsce. Byłoby to dla mnie bardziej opłacalne. Wolałem jednak przerejestrować działalność i płacić dużo więcej w Katalonii. Dlaczego? Bo tutejsi ludzie nie twierdzą, że jestem osobą drugiej kategorii. Jeśli inni mówią mi, że czegoś nie mogę, to dziękuję i idę dalej.

Wiele par jednopłciowych starających się o dziecko w Hiszpanii osiąga swój cel. Stają się rodzicami, a Polskę odwiedzają jedynie okazjonalnie. Ramón i Mirek swojego syna zabrali na spływ Dunajcem.

- Usiedliśmy w pierwszym rzędzie, a flisak zerkał na nas całą podróż – opowiada bohater reportażu. - Bardzo ciężko było mu zrozumieć, o co chodzi w naszej sytuacji. Syn rozmawiał ze mną po katalońsku, a z mężem po polsku. Gdy spływ się kończył, zapytał go: no dobra, ale który to twój ojciec? Mój syn uśmiechnął się i powiedział: obaj są moimi ojcami. To jest tata, a to papá – wspomina Ramón. - Dlaczego? Bo pochodzi z kraju, w którym to powód do dumy, a nie do wstydu. Bo wie, że w Hiszpanii może mówić o tym głośno. Poza tym ma dwóch ojców, którzy są aktywistami – zaznacza.
 

Co jest po drugiej stronie tęczy? [REPORTAŻ GOŃCA]

W najlepszym wypadku ignorancja, w najgorszym podłość

Do naszego reportażu odniosło się dziś Stowarzyszenie Miłość Nie Wyklucza. Hubert Sobecki przypomina, że dyskusja na temat tęczowych rodzin trwa w Polsce już od wielu lat. 

- Prawo nie oferuje im nawet najbardziej podstawowych zabezpieczeń. Brak możliwości przysposobienia dziecka sprawia, że jeśli rodzic biologiczny umrze, drugi de facto rodzic jest uznany za obcą osobę, a dziecko za sierotę.  Zostaje po prostu odebrane – stwierdza. 

Jak dodaje, “w obecnej koalicji rządzącej mamy polityków i polityczki, głównie z PSL i Polski2050, które choć nie zniżają się do standardów PiS-u, swoimi wypowiedziami i działaniami jasno pokazują, że nie obchodzi ich sytuacja prawna naszych rodzin”. 

- Nie tylko nie chcą jej polepszyć, ale nawet nie będą o niej rozmawiać. Ministra Kotula w prezentowanych założeniach ustawy o związkach partnerskich uwzględniła prawo do przysposobienia dziecka, rozumiejąc, że chodzi właśnie o jego bezpieczeństwo. Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział wtedy, że się nigdy nie zgodzi, a poseł Sawicki dodał że "on nie widzi takiej potrzeby". Oczywiście, że nie widzi, bo tu chodzi o elementarne bezpieczeństwo, które on ma od zawsze i nikogo nie musiał o nie prosić. Ale to, że odmawia go innym ludziom jest w najlepszym wypadku ignorancją, a w najgorszym podłością – komentuje Sobecki, który jest członkiem zarządu Stowarzyszenia Miłość Nie Wyklucza.

"To Kosiniak-Kamysz zdecyduje o naszym życiu"

Choć aktywiści starają się zwrócić uwagę władz na konieczność zmian, ich prośby pozostają bagatelizowane. 

- W tym miesiącu w ramach naszej akcji do każdego posła i każdej posłanki PSL-u ludzie wysłali ponad 1100 maili z prośbą o spotkanie z parami tej samej płci, które wychowują w Polsce dzieci. Nikt nie odpowiedział. Pomimo ogromnej pracy lewicowej ministry Kotuli to Kosiniak-Kamysz zdecyduje o naszym życiu. Rozumiem, że wszystko co ma nam do zaoferowania to wyjazd z Polski. Zmiana prawa jest nieunikniona, bo nikomu nie zaszkodzi, a wielu ludziom po prostu pomoże.