Wiadomosci.Goniec.pl > Polska > "Biznes też może być pasją". Wicemistrz olimpijski z Pekinu Paweł Rańda dla Gońca
Bartłomiej  Binaś
Bartłomiej Binaś 24.05.2024 09:42

"Biznes też może być pasją". Wicemistrz olimpijski z Pekinu Paweł Rańda dla Gońca

Paweł Rańda
fot. Paweł Rańda, archiwum prywatne

- Dzisiaj lubię ciężko pracować, dobrze się przy tym bawię, a efektem jest ponad 2 miliony ludzi, którzy stale nas odwiedzają - mówi w rozmowie z Gońcem wicemistrz olimpijski z Pekinu Paweł Rańda, który obecnie spełnia się w roli wiceprezesa Wrocławskiego Parku Wodnego. Obiekt cieszy się ogromny zainteresowaniem, a Rańda zdradza, co w jego przypadku było receptą na biznesowy sukces.

Ze sportu do biznesu z wielkimi sukcesami

Wioślarski wicemistrz olimpijski z Pekinu Paweł Rańda po karierze sportowej odnalazł się w zupełnie innej branży. Od ponad 5 lat pełni funkcję wiceprezesa wrocławskiego Aquaparku. W rozmowie z Gońcem przyznaje, że doskonale spełnia się w tej roli, a obiekt za jego kadencji cechuje ciągły rozwój i ogromne zainteresowanie społeczności.

Paweł Rańda nie ukrywa, że już w trakcie kariery sportowej doskonale wiedział, co zamierza robić w przyszłości. W jego przypadku wejście w biznes okazało się dużym sukcesem. Nie zabrakło również tematów sportowych - kondycji polskiego wioślarstwa, czy zbliżających się Igrzysk Olimpijskich w Paryżu.

Paweł Walecki dla Gońca: "Gimnazja bardzo zdały swoją rolę"

Biznes też może być pasją

Bartłomiej Binaś: Jest pan bardzo utytułowanym sportowcem z wieloma medalami Mistrzostw Świata, Europy czy Igrzysk Olimpijskich w wioślarstwie, ale po karierze poszedł pan w zupełnie innym kierunku. Od 5 lat jest pan wiceprezesem wrocławskiego Aquaparku. Jak to się stało? Miłość do wody zwyciężyła?
Paweł Rańda: Ja już w trakcie kariery wioślarskiej wiedziałem, że będę chciał w życiu robić inne rzeczy niż bycie trenerem. Bardzo to lubię, tylko nie mógłbym z trenowania utrzymać siebie, a co dopiero rodziny. Wiedziałem więc, że w tym kierunku nie pójdę i dlatego w 2007 roku założyłem działalność gospodarczą i zacząłem pracować na siebie. Po to, żeby później łatwiej wejść w rynek pracy. Tak też ta moja kariera zawodowa się rozwijała.

Organizowałem duże zawody jak mistrzostwa Polski na ergometrze wioślarskim, World Games, pracowałem też na Politechnice Wrocławskiej i jako trener, ale także jako organizator imprez sportowych. W którymś momencie pod koniec 2016 roku zacząłem łączyć pracę trenera na Politechnice i funkcję dyrektora Wydziału Sportu Turystyki i Rekreacji w Urzędzie Marszałkowskim. Po dwóch latach dostałem propozycję pracy tutaj, we wrocławskim Parku Wodnym i śmiałem się wtedy, że już bliżej wody zawodowo być nie można, a że lubię pracować z ludźmi i tworzyć zespół to też moja kariera poszła właśnie w tym kierunku.

Czyli już w trakcie kariery sportowej myślał pan bardzo świadomie o swojej przyszłości.
Oczywiście. Ja wiedziałem, że sport to jest super rzecz, ale nie jest dana na całe życie i trzeba sobie później z tym radzić. Dyscyplina, jaką uprawiałem i którą kocham, to nie piłka nożna ani nie tenis ziemny. Wiedziałem, że niestety nie wypracuje sobie takiej poduszki finansowej już na dalsze lata po zakończeniu przygody ze sportem. Dlatego też zacząłem działać.

Planował pan od razu wejście w biznes czy były inne pomysły?
W momencie kiedy założyłem działalność gospodarczą, to było spowodowane tym, że poszukiwałem sponsorów, a sponsorzy chcieli otrzymywać faktury. Dlatego to były taki pierwszy krok i determinacja w tym kierunku. Później zdałem sobie sprawę, że organizacja zawodów i wydarzeń sportowych sprawia mi ogromną frajdę i przyjemność. Dlatego tworzyłem takie zawody jak: Tumski Cup, mistrzostwa Polski na ergometrze wioślarskim, The World Games, gdzie byłem jako ekspert odpowiedzialny za wiosła halowe. Tak ta moja kariera zawodowa się rozwijała, ale ja jeszcze gdy aktywnie trenowałem, wiedziałem, co chcę robić po karierze.

Bardzo mądre i świadome podejście, którego wielu sportowcom wciąż brakuje. Planowania przyszłości po karierze, która przecież nie trwa wiecznie.
To jest trochę tak, że ja patrzyłem jak to się dzieje w innych dyscyplinach. Patrzyłem na tragedie sportowe wybitnych sportowców i wiedziałem, że nie chce tego doświadczyć. Dzisiaj wiem jako były już zawodowy sportowiec, że tego brakuje. Takiej dwutorowej kariery. Związki powinny wspierać sportowców we wprowadzeniu na rynek pracy. Idealnie by było, gdyby ci najlepsi zostawali w dyscyplinie i rozwijali młode talenty, ale życie jest, jakie jest. Dzisiaj świetnym przykładem takiego człowieka, który był dobrym sportowcem, a obecnie spełnia się w innej dziedzinie, jest Łukasz Kadziewicz.

Mnie od razu przyszedł też na myśl Szymon Kołecki. 
Tak to też, tylko Szymon poszedł bardziej sportowo, odnalazł się też w innej dyscyplinie, a Łukasz poszedł w dziennikarstwo. Kompletnie w innym kierunku. Wiadomo, są tacy ludzie jak Mateusz Kusznierewicz, który poszedł w biznes, ale to też warto zaznaczyć, że to są dyscypliny, w których są pieniądze. Nie ma co ukrywać. My byliśmy ograniczeni stypendium sportowym i ewentualnie sponsorami, którzy byli nam w stanie trochę pomóc. Ale to całkiem co innego sponsoring wioślarstwa, a innych dużo bardziej popularnych dyscyplin, w których są pieniądze. Żeglarstwo, czy golf – tutaj nie ma o czym mówić. Tam po prostu są pieniądze. 

Jednak w jakimś stopniu pozostał pan blisko sportu. Od 2018 roku jest Pan Prezesem klubu AZS Wratislavia Wrocław (dawniej AZS Politechnika Wrocławska).
Tak. Wchodząc na Politechnikę Wrocławską w 2013 roku, tak się umówiłem z rektorem, że stworzę też klub uczelniany. Mój stary klub AZS Wratislavia Wrocław dzisiaj, a kiedyś Politechnika Wrocławska przeniósł się na drugą stronę Odry. Dzisiaj kolejną kadencję jestem prezesem. Ja nie odszedłem od sportu, tylko, obecnie jestem przy nim społecznie i z zamiłowania. Zawodowo zdecydowałem się na inny kierunek.

Co wyróżnia wrocławski Aquapark na tle innych podobnych obiektów?
Przede wszystkim jakość świadczonych usług i ciągły rozwój. Mamy ponad 2 miliony klientów rocznie. Ciągle dokonujemy ważnych zmian i się rozwijamy. Rozbudowaliśmy saunarium, które – może to zabrzmi nieskromnie – ale obecnie jest najlepsze w Polsce. Tak naprawdę dwukrotnie je razem z prezesem powiększyliśmy, zarządzając tym obiektem od ponad 5 lat. Zlikwidowaliśmy też stare zjeżdżalnie, które były w Aquaparku i teraz budujemy nowe. Ludzie widzą, że u nas ciągle się coś zmienia, jest atrakcyjnie. Klienci nie przychodzą tylko raz, ale ciągle do nas wracają. I to mnie osobiście bardzo cieszy. Nasze usługi są na najwyższym poziomie.

Imponujące saunarium, ale także fitness klub.
Przed chwilą byłem właśnie na fitness klubie, gdzie zamontowaliśmy w tej chwili największą bramę, jaka jest na fitnessie we Wrocławiu. O jakości usług naszego fitness klubu, dla tych którzy mają troszkę większe rozeznanie, może świadczyć fakt, że dziennie w tym okresie, gdzie już raczej kluby mają dołek, bo już jest piękna pogoda, a zazwyczaj oblężenie trwa tak od listopada do kwietnia, to u nas wciąż mamy dziennie ok. tysiąca osób. Grafiki zajęć grupowych także są pozajmowane. To świadczy o tym, że ludzie wracają, lubią tu przychodzić. Mamy najlepsze urządzenia, profesjonalny sprzęt, do tego świetny klimat. Można powiedzieć krótko, że charakteryzuje nas przede wszystkim ciągły rozwój, jakość świadczonych usług i zmiany. Ludzie chcą do nas przychodzić, spędzać czas i dobrze się bawić.

Wielu osobom wciąż Aquapark kojarzy się głównie z atrakcjami dla dzieci, ale to nieprawda. U was każdy znajdzie coś dla siebie.
Oczywiście. Dlatego mamy wydzielone strefy. Mamy strefę rekreacji dla dzieciaków, ale jest też dziecięca zatoka dla rodziców z dziećmi – tam jest woda, która ma 36 stopni dla maluchów, które mają po kilka miesięcy. Dodatkowo mamy 25-metrowy basen sportowy, gdzie jest 8 torów, fitness,  mamy też strefę saunarium. To jest strefa od 18 lat, dla pełnoletnich, bo to jest miejsce, gdzie jest strefa nagości i jest też sprzedawany alkohol. No i mamy też tereny zewnętrzne, które również w ciągu ostatnich 5 lat znacząco powiększyliśmy i rozbudowaliśmy. Powiększyliśmy je dwukrotnie. Dobudowaliśmy taką nieckę rekreacyjną, plus brodzik, którego nie było wcześniej.

Nauka pływania dla najmłodszych?
Tak. Tu wracając do basenu sportowego i zatoki, czyli miejsca, gdzie najmłodsze dzieci oswajają się z wodą i zaczynają uczyć pływać – mamy największą szkołę pływania w Polsce. W ciągu jednego cyklu mamy ponad 3 tys. dzieci i młodzieży, która uczy się u nas pływać.

Chyba naprawdę się pan w tym wszystkim realizuje. To słychać. 
Bardzo. Stanowimy razem z prezesem świetną i zgraną – mówiąc po wioślarsku – dwójkę. Świetnie się uzupełniamy i jesteśmy taką osadą, która płynie w jednym kierunku i wspiera się wzajemnie. Mamy też fantastycznych współpracowników i całą drużynę. Nie byłoby naszego sukcesu, gdyby nie oni. Im lepiej funkcjonuje cały zespół, tym lepiej można prowadzić dosłownie wszystko. Czy to jest dwójka, czwórka czy ósemka, czy właśnie Aquapark we Wrocławiu.

Jak widać biznes też może być pasją.
Ależ oczywiście, że tak. Kiedyś jak wiosłowałem, to łączyłem pasję ze sportem zawodowym, pracą. Robiłem to co lubię i jeszcze dostawałem za to pieniądze, a w bonusie zdobywałem medale. De facto to one determinowały i nakręcały mnie do tego, żeby ciężko pracować, ale też dobrze się bawić. Dzisiaj lubię ciężko pracować, dobrze się przy tym bawię, a efektem jest ponad 2 miliony ludzi, którzy stale nas odwiedzają. Zadowolony zespół i zadowolony klient. Nie analizowałem europejskich parków wodnych, ale nie ma drugiego takiego w Polsce, który ma taki zysk. My kończymy rok 2023 z zyskiem na poziomie 15 milionów złotych. 

To robi wrażenie.
Gdy obejmowałem stanowisko, przychody naszego Aquaparku to było niecałe 45 mln zł. Dzisiaj mamy prawie 100 mln zł. Przez te 5 lat podwoiliśmy przychody. A jesteśmy najtańszym tego typu obiektem w Polsce, więc to też nie jest tak, że mamy drogie bilety i dlatego uzyskaliśmy taki wynik z przychodów. Mamy najtańsze bilety, porównując do Suntago, Term Maltańskich, czy Bukowiny Tatrzańskiej. Obiektów podobnych powierzchniowo do naszego. 

Jest pan doskonałym przykładem, że ze sportu można z sukcesami wejść w zupełnie inną branżę. Zauważa pan podobieństwa w sporcie i biznesie?
W naprawdę wielu aspektach. Widziałem takie badania, które przeprowadził Uniwersytet Cambridge lub Oxford, które udowadniają, że szczególnie dyscypliny zespołowe są bardzo dobrą podstawą i nauką do późniejszego przejścia w biznes. Dlatego, że wartości, których się uczymy w sporcie – odpowiedzialność za drużynę, punktualność, dyscyplina, systematyka, umiejętność pokonywania porażek - to wszystko powoduje, że później taki sportowiec ma łatwiej w życiu zawodowym. 

Paweł Rańda o zbliżających się Igrzyskach w Paryżu

Z perspektywy czasu jest pan bardziej zadowolony z tego jak potoczyła się pańska kariera wioślarska czy jednak ta biznesowa?
Myślę, że ciężko jest to porównać. Ja nie spełniłem się do końca sportowo, bo nie zdobyłem złotego medalu na Igrzyskach Olimpijskich. To jest niedosyt, bo do tego dążyłem, mimo że nie wszyscy dowierzali, kiedy jechaliśmy do Pekinu. Ja miałem świadomość tego jak mocno pływamy i dlatego cały czas o tym mówiłem, że jedziemy po medal. Dzisiaj jeszcze się zawodowo nie spełniłem. Czy się spełnię? Trudno powiedzieć. Mam jakieś swoje określone cele na życie takie zawodowe, ale dzisiaj patrzę z perspektywy tego, żeby rozwinąć jak najbardziej nasz wrocławski Aquapark.

Czyli ciągły progres. Co jeszcze planujecie?
Wybudowaliśmy również w ciągu tych 5 lat dwie małe satelity. Też nimi zarządzamy, ale są w innych miejscach, na obrzeżach Wrocławia, żeby ci klienci, którzy mieszkają na osiedlach, w ciągu tygodnia mogli korzystać z fitnessu, basenu sportowego i saunarium tak po prostu, nie przemieszczając się po Wrocławiu. Pójść szybko na trening i wrócić do domu. A jeśli chcą pobawić się na rekreacji, lub skorzystać z ogrodu saunowego takiego bardziej rozbudowanego, to w weekend czy w piątek przyjeżdżają do nas tutaj do centrali. No i mamy w planach teraz także rozbudowę o kolejne dwa obiekty, tak, żeby wszystko zamknąć takim pierścieniem.

Wchodząc w biznes miał pan jakieś konkretne postacie, na których chciał się pan wzorować?
Patrzyłem na różnych ludzi. Zawsze imponowali mi ci, którzy ciężką pracą od zera stworzyli imperium. Czy to firma Atlas, która zaczynała od mieszania kleju w garażu, czy firmy, które zostały w rodzinie, albo jednoosobowe jak (Paweł – red.) Marchewka z Wrocławia, który zbudował Technoland. Imponowały mi zawsze takie osoby, które od początku, krok po kroku rozszerzały swoją działalność i swój biznes. Nie wnikam, bo czasem można podać przykład, który może się okazać kontrowersyjny, ale dla mnie ludzie, którzy ciężką pracą i determinacją dochodzą do sukcesu to ludzie, których szanuje i podziwiam.

Nadmierna ambicja czasem też bywa zgubna.
Tak, dlatego ważne jest również to, żeby wiedzieć kiedy się zatrzymać. Określić sobie taką linię brzegową. Spotykałem na swojej drodze ludzi, którzy określali, że chcą osiągnąć konkretne cele, a później dochodzili do tego i chcieli jeszcze więcej. Nie umieli powiedzieć stop. Później się okazywało, że zachorowali, lub przytrafiło się jakieś nieszczęście w rodzinie i w zasadzie mają kupę pieniędzy, ale nie mają spokoju i nie są szczęśliwi, bo walczą z czymś, co jest niezależne od nich.

Jest pan srebrnym medalistą olimpijskim z 2008 roku z Pekinu. Niebawem zbliżają się Igrzyska w Paryżu. Na ile medali możemy liczyć jeśli chodzi o wiosła?
Mamy na razie dwie kwalifikacje. Zdarzało się już tak, że dwójka, która zakwalifikowała się w roku Igrzysk, czyli Robert Sycz i Tomek Kucharski zdobyła złoto. Teraz zakwalifikowały się dziewczyny Kasia Wełna i Martyna Radosz. Może będą czarnym koniem, życzę im tego. Tym bardziej że trenerem tej osady jest mój kolega z czwórki z Pekinu Łukasz Pawłowski. Wierzę cały czas w czwórkę, że to oni będą tym motorem napędowym polskich wioseł tak jak byli przez ostatnie lata. Mistrzowie Świata sprzed dwóch lat, sprzed roku brązowi medaliści mistrzostw świata, więc oni powinni dźwignąć na swoich barkach zdobycie medalu. Teraz w ten weekend zaczynają się kwalifikacje ostatniej szansy w Lucernie. Będzie bardzo trudno, żeby jeszcze kogoś zakwalifikować. Mówię teraz już nie przez pryzmat miłości do dyscypliny, ale patrząc realnie. 

Fot.S.Sikora (1).jpg
Paweł Rańda (fot. S. Sikora)

W jakiej kondycji obecnie jest nasze wioślarstwo?
Prawda jest taka, że z sześciu osad w Tokio mamy dwie. Musi przyjść refleksja. Każda, nawet krytyczna uwaga w stronę zarządzania związkiem nie powinna być odbierana przez prezesa czy zarząd jako czepialstwo, czy wytyk, tylko raczej jako troska o dyscyplinę. Trzeba usiąść i rozmawiać, co zrobić, żeby było lepiej. Mamy zdolnych młodzieżowców, ale gdzieś ucieka nam świat jeśli chodzi o seniorów. Tutaj trzeba przystanąć i zastanowić się, co zrobić, żeby było lepiej. Myślę, że tym momentem na zatrzymanie się będzie czas po Igrzyskach w Paryżu. A co zrobić? Na pewno jedna osoba nie jest w stanie na to pytanie odpowiedzieć. Trzeba poznać wszystkie zmienne.

Medal olimpijski smakuje wyjątkowo? Nie każdemu ta sztuka się udaje. Pan miał okazję tego doświadczyć. 
To jest coś wyjątkowego. Mimo że nie grali nam Mazurka Dąbrowskiego, to te chwile są wyjątkowe i niezapomniane. To się czuje już przyjeżdżając na same Igrzyska. Na Mistrzostwach Świata czy Pucharach Świata znamy całe środowisko, te same twarze, praktycznie te same załogi. Igrzyska Olimpijskie to jest coś innego, coś magicznego.

Najlepsi sportowcy z całego świata.
Ja zawsze wspominam i powtarzam to moim dzieciom, czy też młodzieży, z którą się spotykam, że jedzenie na stołówce razem z Kobem Bryantem to są takie sytuacje, które pokazują, że jeszcze nie zdobyłeś medalu, a już czujesz się wyjątkowo. Uczestniczysz w czymś wyjątkowym. Tak jak spotkanie Rogera Federera. To są ludzie z pierwszych stron gazet, telewizji, a ty jako ten szary człowiek na Igrzyskach, praktycznie nikomu nieznany spotykasz ich, siedzisz obok i czujesz, że uczestniczysz w czymś wyjątkowym i ponadczasowym. To czy zdobędziesz medal to już inna sprawa. Każdy do tego medalu dąży i my jako zawodnicy jesteśmy praktycznie przygotowani na tym samym poziomie. Kwestia tego, żeby uniknąć błędów. Kto popełni ich mniej, ten zdobywa medal.

W Pekinie prawdziwy popis dał Usain Bolt.
Dokładnie. Kolejna gwiazda światowego formatu, nie ma co do tego wątpliwości, jednak myślę, że globalnie Kobe Bryant robił większe wrażenie. Zwłaszcza że dzieciaki gdzieś tam od małego się na nim, czy na Michaelu Jordanie wzorowały. W dodatku popularność danych dyscyplin też robi swoje. 
Jakaś rada dla ludzi, którzy dopiero stawiają pierwsze kroki w biznesie?
Przede wszystkim nie poddawać się i systematycznie pracować. Jest takie bardzo mądre i bardzo ważne afrykańskie powiedzenie, które chciałbym, żeby wybrzmiało na koniec: Jeśli chcesz gdzieś zajść szybko, idź sam. Jeśli daleko, idź w grupie.